Karol JóĽwik na łamach „Tygodnika Żużlowego” opowiada m.in. o atmosferze w opolskim Kolejarzu, swojej fascynacji nauką Jana Pawła II oraz postawie Grega Hancocka.

– Od początku sezonu jeĽdzisz w barwach Kolejarza Opole. Jak ci się podoba w tej drużynie?

– Dobrze czuję się w Opolu. Atmosfera jest w porządku. Przegrywamy jednak zbyt wiele zawodów, nawet tych, które odbywają się na naszym torze w Opolu. Brak wyników psuje nie tyle atmosferę w drużynie, ile raczej nasze nastroje. Zwłaszcza, że nie opuszcza nas w tym sezonie pech. Ja również nie mam szczęścia, bo niemal w każdym meczu doświadczam jakiś problemów sprzętowych, czy też upadków.

– Jak się współpracuje z debiutującym w roli menedżera Marcinem Sekulą?

– Chwalę sobie tę współpracę. Wszystkie problemy, z którymi do niego przychodzimy próbuje drążyć, rozwiązywać, nigdy nie jest tak, żeby „jednym uchem słuchał, drugim wypuszczał”. Z reguły udaje mu się spełnić nasze oczekiwania, a jeśli mimo prób czegoś nie może zrobić, to wyjaśnia dlaczego. Z Marcinem Sekulą można porozmawiać o wszystkim. Traktuje nas jak starszy brat. Jeżeli rozmawiamy o pewnych sprawach w grupie, to poza tę grupę te sprawy nie wychodzą.

– W Bydgoszczy rywalizujesz z Bartoszem Bietrackim o miejsce w podstawowym składzie Polonii. Jak na razie to jednak twój kolega wychodzi zwycięsko z tej rywalizacji.

– Chcę walczyć o miejsce w podstawowym składzie Polonii, ale mam wrażenie, że wszystko jest przeciwko mnie. Od początku sezonu mam problemy z moimi silnikami. A kiedy wszystko zaczyna dobrze się układać, to nagle silnik albo się zaciera, albo wybucha. Wiem, że majster robi wszystko, co może.

– Co czuje zawodnik mający świadomość swojej wysokiej formy, a mimo to przegrywający rywalizację z przyczyn od niego niezależnych?

– Trudno jest się pogodzić z taką sytuacją. Wiem, że stać mnie na więcej i nie z mojej winy wyniki są słabsze niż być by mogły. Ale z drugiej strony to ja jestem odpowiedzialny za mój sprzęt, a wyniki idą na moje konto. Nieudane występy Ľle wpływają na nastrój, obniżają samopoczucie. Wiadomo, że zawodnikowi nie wolno się załamywać, ale jak coś nie wychodzi przez dłuższy czas, to trudno o optymizm.

– Jak radzisz sobie w tej sytuacji?

– Próbuję o tym nie myśleć, tylko koncentrować się na kolejnym występie. Mam też duże wsparcie ze strony mojej rodziny. Dużo pomaga mi też majster. Podpowiada mi, co zrobić. Powtarza, że na początku tak bywa, a w końcu wszystko ruszy w dobrym kierunku. Mam nadzieję, że jak już ruszy, to pełną parą. Wspiera mnie też moja dziewczyna, Samanta, która często przyjeżdża ze mną na zawody.

– Na piersi masz nietypowy tatuaż upamiętniający życie Jana Pawła II. Dlaczego się zdecydowałeś na taki znak?

– Jan Paweł II jest dla mnie wielkim autorytetem, jest swego rodzaju duchowym przewodnikiem i zarazem wzorem postępowania. Wczytuję się w jego teksty, fascynują mnie zawarte w nich myśli. Wiele z przemyśleń Karola Wojtyły poznałem już w szkole podstawowej, póĽniej kierowany fascynacją zostałem ministrantem. Obecnie papież-Polak jest jedną z najważniejszych postaci w moim życiu. Bardzo podoba mi się jego nauka skierowana do młodzieży.

– Kilka miesięcy temu obchodziliśmy beatyfikację Jana Pawła II. Jak przeżyłeś tę uroczystość?

– Akurat w tym dniu uczestniczyłem w zawodach. Nie mogłem więc na bieżąco śledzić uroczystości, chociaż duchowo to wydarzenie przeżywałem. Chciałbym iść wybraną przez siebie zarówno sportową, jak i prywatną drogą, spełniać się i cieszyć z tego, co robię, jak żyję.

– Są jakieś inne osoby będące dla ciebie autorytetami?

– Raczej nie.

– A kto jest twoim sportowym wzorem?

– Imponuje mi Greg Hancock. Jest bardzo skutecznym zawodnikiem, a jednocześnie podoba mi się jego sposób bycia. Jest zawsze uśmiechnięty, przyjacielsko nastawiony do każdego zawodnika. Odnosi wiele sukcesów, a jednocześnie zawsze jeĽdzi w duchu fair play. Odpowiada mi jego postawa poza torem, jego zachowanie zarówno po wygranym, jak i po przegranym wyścigu.

– Dziękuję za rozmowę.

rozmawiał: Marek Bodusz
Ľródło: „Tygodnik Żużlowy” 2014

Komentarze

komentarzy