Thorssell: Nie widzę powodu, aby zmieniać klub

0
356

Jacob Thorssell zdecydował się pozostać w OK Bedmet Kolejarzu Opole na drugi sezon. Zapraszamy do przeczytania wywiadu z liderem naszego zespołu oraz zawodnikiem szwedzkiej Dacakrny Malilla, który został udzielony dla Tygodnika Żużlowego autorstwa Łukasza Jażdżewskiego.

– Zdecydowałeś się zostać w Opolu na kolejny sezon, dlaczego?

– Nie widzę powodu, aby zmieniać klub w Polsce, jak coś dobrze działa. Niestety w zakończonym sezonie bajka nie miała szczęśliwego zakończenia.

– Czy miałeś oferty z innych klubów?

– Tak było kilka, ale tak jak wspomniałem nie widzę powodów, aby zmieniać klub i jestem zadowolony, że zostaję w Kolejarzu, chociaż jasne jest, że chciałbym jeździć w wyższej lidze.  

– Jakie są twoje odczucia po sezonie spędzonym w drugiej lidze?

– Liga na pewno stała się cięższa, również przez wprowadzenie przepisu U-24. Trzeba patrzeć co zrobią inne kluby w okienku transferowym, ale wygląda na to, że liga będzie jeszcze mocniejsza.

– Czy możesz podsumować miniony sezon?

– Miałem dobry sezon zarówno w polskiej jak i szwedzkiej lidze. Szczególnie w Szwecji było bardzo dobrze. W Polsce prezentowałem się solidnie, miałem wysoką średnią, startowałem w dobrym zespole. W półfinale z Daugavpils i finale z Landshut niestety wystąpiły problemy. To był dobry sezon w wykonaniu Kolejarza, jednak ze złym zakończeniem. Mój wypadek w Manchesterze to też „dobry” sposób na skończenie sezonu.

– Jak się czujesz po tym upadku, ponieważ wyglądałeś po nim jak po walce bokserskiej…

– Szczerze mówiąc tak się trochę czułem. Pamiętam wszystko, to co działo się przed i po wypadku. Doznałem wstrząsu, byłem oszołomiony. Następne dni nie były przyjemne. Ledwo mogłem podnieść się z łóżka. Nie ukrywam że było ciężko, ale czuję się już lepiej. W trakcie sezonu doznałem podobnej kontuzji, ale mojego drugiego ramienia. Na szczęście nic nie jest złamane, ale muszę popracować nad tym, aby wzmocnić siłę ramienia. W przyszłym tygodniu rozpoczynam w tym celu treningi. Kiedy byliśmy na lotnisku to byłem bardzo szczęśliwy, że siedzę tam a nie w szpitalu.

– Teraz kiedy opadły już emocje, czy możesz powiedzieć co według ciebie zaważyło na tym, że to zespół z Landshut awansował do I ligi?

– To wszystko przypomina efekt domina. Z mojej perspektywy porażka w Landshut była zbyt wysoka, może byłoby inaczej gdyby deficyt wynosił dziesięć punktów. To spowodowało wzrost napięcia, nie pomogła również taśma w moim pierwszym biegu. Myślę, że każdy z nas tego dnia miał wyścig, który poszedł nie po jego myśli, a takie rzeczy nie mogą się dziać w finale. W tym dniu potrzebujesz odjechać perfekcyjne zawody, a my takie zawody mieliśmy w każdym meczu, ponieważ wygrywaliśmy. W Landshut mieliśmy praktycznie wszystko do stracenia i myślę, że to trochę siedziało w naszych głowach, pojawił się również stres. W pierwszym spotkaniu dostałem ostrzeżenie, a następnie zostałem wykluczony za ruszanie się na starcie i zgubiłem punkt, albo dwa. Kiedy startujesz w finale i masz trzydzieści wyścigów do odjechania takie rzeczy nie mogą się przytrafiać. Nie obwiniam nikogo personalnie ani Madsa, Oskara, Andrieja, siebie, czy kogokolwiek innego, myślę, że po prostu każdy z nas dorzucił coś co złożyło się na przegraną. Po meczu w Opolu byłem zdołowany i zasmucony. Dominowaliśmy przez cały sezon, przyszedł finał, który nie potoczył się po naszej myśli. Kibice, którzy licznie przyszli na stadion, czekali na awans do wyższej ligi, a nam się to nie udało. To było deprymujące uczucie, jestem tym zażenowany i mogę tylko przeprosić sponsorów i osoby, które nas wspierały. Niestety po trzydziestu wyścigach lepszym zespołem okazał się Landshut i taki jest żużel. Mam nadzieję, że w nadchodzącym sezonie będziemy mieli zespół, który powalczy o wyższą ligę.

– Czy według ciebie presja była decydującym czynnikiem w finale?

– Mogę mówić ze swojej perspektywy. Ścigałem się w wielu finałach: w lidze szwedzkiej, angielskiej, brałem udział w ważnych zawodach czy to w polskiej lidze, czy w imprezach międzynarodowych. To naturalne, że czułem się trochę „podpalony”, ale nie czułem presji, nie była ona też narzucana przez zarząd klubu. Mamy płacone od wywalczonych punktów, więc żaden z nas nie chce mieć na swoim koncie mizernej zdobyczy. Jeśli miałbym wybierać to chciałbym robić maxa za każdym razem.

– W Szwecji Dackarna Malilla wywalczyła złoty medal, ale przed play-offami twój zespół nie jawił się jako faworyt.

– Smederna Eskilstuna wygrała fazę zasadniczą, ale od kiedy dołączył do nas Tai Woffinden to myślę, że byliśmy faworytami. Czasami pewne rzeczy zazębiają się, na przykład ja i Rasmus Jensen. Myślę, że mieliśmy najwięcej podwójnych wygranych w lidze. Zrobiliśmy krok do przodu i praktycznie w każdym meczu zapisywaliśmy na naszych kontach dwucyfrówki. Zwycięstwo to też wysiłek całego zespołu. Maciek Janowski miał słabszy moment, ale wrócił na właściwe tory. Zawodnicy i kierownictwo klubu dobrze się rozumiało.  W szatni czy na próbie toru byliśmy wyluzowani, ale kiedy przychodził czas to stawaliśmy się poważni, bardzo poważni. Myślę, że tegoroczna drużyna była jedną z lepszych w jakiej przyszło mi jeździć przez całą moją karierę.

– Czy możesz opisać kondycję szwedzkiej ligi?

– Niestety w tym roku nie mieliśmy szczęścia do pogody, co przekładało się na frekwencję na meczach. Kiedy jeździliśmy półfinał z Vastervik to normalnie powinno przyjść około dwa i pół może trzy tysiące widzów. Jeden z moich sponsorów, który jest fanem żużla i ogląda go na okrągło powiedział, że nie przyjdzie na stadion tylko w taką pogodę obejrzy mecz w telewizji. Kiedy to usłyszałem to pomyślałem, że już chyba nikt nie przyjdzie na stadion tylko ludzie zasiądą przed telewizorami. Druga sprawa to kwestia odwoływania spotkań. One mogły być przekładane, ale zawodnicy, którzy startowali w GP mieli również swoje obowiązki na przykład finał Bauhaus-Ligan nie mógłby się odbyć w innym terminie, ponieważ czołowi zawodnicy udawali się na galę PGE Ekstraligi.

– Jakie masz plany na nadchodzący sezon?

– Są one podobne do tych tegorocznych. Chciałbym jeździć co raz lepiej, awansować z Kolejarzem do pierwszej ligi, zakwalifikować się do SEC, udział w GP Challenge również byłby dobry.

– Jak będziesz przygotowywał się do sezonu?

– Będą przygotowywał się normalnie tj. dużo jazdy na rowerze, biegania i praca na siłowni. W pierwszym tygodniu marca planuję wziąć udział w biegu Wazów. Dystans to dziewięćdziesiąt kilometrów i każdy może spróbować swoich sił.

– Czy możesz powiedzieć coś więcej o swojej współpracy z Peterem Karlssonem?

– Dużo rozmawiamy o żużlu, przecież nie minęło aż tak wiele czasu od kiedy zakończył on swoją karierę. Jeżeli mam jakieś pytania to zawsze znajdzie czas na odpowiedź, myślę, że naszą relację można opisać jako przyjacielską. Zapewne jest on mentorem, ale ja traktuje go jako bardzo dobrego przyjaciela, do którego mogę zwrócić się pytaniami.

– Co chciałbyś przekazać opolskim kibicom?

– Chciałbym przeprosić za to, że nie udało się wywalczyć awansu do wyższej ligi, będziemy starali się zrealizować ten cel w nadchodzącym sezonie. Jednak aby to osiągnąć to potrzebujemy waszego wsparcia, trzymajcie za nas kciuki, a my będziemy dawać z siebie wszystko.

Autor: ŁUKASZ JAŻDŻEWSKI
Źródło: Tygodnik Żużlowy

Komentarze

komentarzy