Ellis: Chcę więcej

0
330

Rozmowa z Adamem Ellisem – reprezentantem Wielkiej Brytanii i zawodnikiem Kolejarza Opole

– Kończycie rundę zasadniczą remisem z Polonią Piła…

– To było dobre spotkanie w moim wykonaniu, jednak patrząc z perspektywy drużyny to nie był wynik na jaki liczyliśmy. Chcieliśmy wygrać i zdobyć trzy punkty, jednak nie udało się.

– Byłeś jednym z bohaterów drużyny…

– Nie patrzę na to w taki sposób. Kiedy nie wygrywasz to nie ma bohaterów. Owszem miałem udane zawody. Bardzo lubię opolski tor, różni się on od wielu obiektów w Polsce i czuję się na nim komfortowo.

–  Kolejarz awansował do play-off, czy możesz podsumować rundę zasadniczą w wykonaniu opolskiej drużyny?

– Myślę, że spisaliśmy się dobrze, na początku rozgrywek notowaliśmy cenne zwycięstwa, jednak pod koniec rundy rewanżowej musieliśmy trochę powalczyć. Ważne, aby w fazie play-off każdy z nas pracował dla zespołu, znalazł właściwe ustawienia i właściwą prędkość. Uważam, że w tym roku nie będzie łatwo i każdy z zespołów ma szanse na awans, na przykład Tarnów jest znacznie mocniejszy niż przed rozpoczęciem sezonu. Przed startem ligi, wielu wskazywało na Rzeszów, jako pewniaka do awansu jednak rozgrywki pokazały, że żadna drużyna nie będzie miała łatwo. Myślę, że aby wygrać ligę trzeba będzie stoczyć ciężką bitwę. W naszym zespole kiedy każdy z zawodników jedzie na miarę swoich możliwości to mamy szansę na zwycięstwo.

– Czy możesz powiedzieć co dały ci starty w Opolu w porównaniu do Daugavpils?

– Mniej podróżowania (śmiech) i inny tor. W Opolu czuję się dobrze, jest tu dobra atmosfera, nie ma dużej presji i uważam, że jeżeli jest właśnie takie podejście to każdy prezentuje się lepiej. Kiedy jestem w Polsce to przebywam we Wrocławiu, który jest oddalony od Opola niecałą godzinę więc to też jest plus.

– Patrząc na twój Instagram, można powiedzieć, ze twoim drugim domem nie jest Wrocław czy Opole a lotniska…

– Tak też jest. Mój dom jest we Francji i ciężko w trakcie sezonu tam bywać, ale próbuję. Mam trochę szczęścia, że również Dan (Bewley – dop. red) jest w podobnej sytuacji, jesteśmy dobrymi kolegami i spędzamy ze sobą dużo czasu.

– W finale Indywidualnych Mistrzostw Wielkiej Brytanii zająłeś piąte miejsce, zawody były rozgrywane na dość wymagającym torze…

– To był żużel w starym stylu i cieszyłem się jazdą. Pewnie, że nie skończyłem na pozycji, która by mnie satysfakcjonowała, ponieważ chciałem wygrać, ale nie na co dzień przychodzi nam ścigać się w takich warunkach. Szczególnie, że tor w Manchesterze jest za każdym razem dobry. Jeszcze raz powiem, że cieszyła mnie jazda, ale z drugiej strony dobrze, że nie musimy zbyt często jeździć w takich warunkach, ponieważ wtedy byłoby ciężej.

– Czy na twoją postawę wpłynęło to, że dzień wcześniej w Tarnowie ścigałeś się przy pięknej pogodzie na równym torze, a w mistrzostwach przyszło ci rywalizować w warunkach zupełnie odmiennych?

– Nie, nie za bardzo. Zawsze w poniedziałek wracam na angielskie tory, które są bardziej przyczepne. Myślę, że gdyby były to jedynie zawody ligowe to na pewno zostałyby odwołane, ale w sumie my chcieliśmy jechać. Każdy z zawodników, który tam był wiedział, że te warunki mogły przynieść mu przewagę nad innymi. Dan Bewley jest zazwyczaj szybki na tym torze, więc jeśli ktoś chciał z nim wygrać, to był dobry moment na to. Prawda jest taka, że starty były decydujące, jeśli dobrze wyszedłeś spod taśmy i dojechałeś do pasa odsypanej nawierzchni to mogłeś jechać, ale kiedy minąłeś już tą część, to już nie było tak dobrze. Warunki były trudne, jednak znalazłem przyjemność w jeździe.

– Jak z perspektywy, kiedy opadł już bitewny kurz, smakuje srebro zdobyte w Drużynowym Pucharze Świata?

– Wcale nie lepiej niż wcześniej (śmiech). Byliśmy na prowadzeniu od początku zawodów i wiedzieliśmy, że będzie ciężko. Przed kontuzją Jacka Holdera, każda z drużyn miała szanse na zwycięstwo. Mimo wszystko uważam, że srebro to dobry rezultat. Polska to dominująca nacja w tych rozgrywkach, mają pięciu zawodników, którzy dobrze radzą albo radzili sobie w GP. Jeżeli spojrzeć na to z tej perspektywy to drugie miejsce jest sukcesem, ale jeżeli uświadomisz sobie, że prowadziliśmy od początku to już tak nie jest. Fajnie byłoby odjechać kilka biegów więcej, ciężko jest też zacząć starty w środku zawodów i znaleźć odpowiednie ustawienia, tym bardziej w DPŚ gdzie każdy z przeciwników jest szybki. To dobry rezultat, ale z biegiem czasu nie smakuje bardziej słodko. Kiedy byłem dzieckiem i obserwowałem DPŚ to było to największe wydarzenie w sezonie. Moim marzeniem było brać udział w tych zawodach i mam nadzieję, że będzie się on odbywał częściej, ponieważ ma swoją atmosferę i  każdy z drużyny pracuje na jeden cel.

– Startujesz w Mistrzostwach Europy, za nami dwie rundy cyklu, czy możesz je podsumować?

– Jest dobrze, ale chcę więcej. W Częstochowie było trudno, ponieważ startowałem tam po raz pierwszy, potem w Gustrow na początku było dobrze, a potem już nie.

– Co było tego przyczyną?

– Jeśli znałbym odpowiedź na to pytanie to nie byłoby problemu. W zawodach startuje wielu dobrych zawodników. Przed nami jeszcze Bydgoszcz gdzie nie startowałem i Pardubice, gdzie jeździłem wiele razy. Fajnie byłoby zdobyć więcej punktów i pójść w górę tabeli. W tym roku jestem częściej w Polsce, więcej trenuję i startuję. Dzięki temu czuję się bardziej komfortowo na polskich torach. Uważam, że na razie nie jest najgorzej, ale chcę więcej.

Źródło: Tygodnik Żużlowy
Autor Łukasz Jażdżewski

Komentarze

komentarzy